poniedziałek, 12 września 2011

Dziennik badacza


Założyłyśmy dziś Dziennik Badacza. Trochę trwało zanim udało mi się kupić to, na czym mi zależało, ale wreszcie mam. Wielką kronikę formatu A3 a w środku 250 czystych stron. 
Pomysł prowadzenia takiego dziennika badacza wzięłam tak naprawdę od Róży. Kiedyś, jeszcze przed wakacjami, oglądając film "Dzwoneczek i uczynne wróżki" (kto nie widział - polecam - sympatyczny, niegłupi, świetny animacyjnie, ładna muzyka) Różka stwierdziła, że tak jak główna bohaterka Lizzy, ona też chce prowadzić obserwacje. Od tego czasu plątał mi się po głowie pomysł założenia takowego no i voila. Próbowałam wprawdzie przeforsować formę segregatora, ale Róża kategorycznie odmówiła. Dziennik ma wyglądać tak jak ten Lizzy. Cóż było robić. Trzeba było pobiegać po sklepach i trochę wybulić...



Koncepcję mam taką, żeby w tym Dzienniku dokumentować jak najwięcej działań edukacyjnych Róży. Żeby miała kronikę zdobywania wiedzy. Co tylko się da będziemy pisać, rysować, wklejać do Dziennika Badacza. Będą w nim i rysunki, i liście, i zdjęcia, i małe formy plastyczne, pierwsze zielniki, małe atlasy itd... Takie małe kompendium wiedzy zdobytej.  Róża w każdej chwili będzie mogła wrócić do tego co zrobiła, a to jest świetna forma porządkowania i utrwalania wiedzy. No i daje to poczucie tworzenia dużego dzieła.
Dlatego też kalendarz obserwacji pogody został uroczyście przepisany do Dziennika i w nim będzie kontynuowany. Czas trwania projektu (obserwacji pogody oczywiście) zaplanowałam na 3 miesiące, dlatego od razu machnęłam "tabelki" do końca listopada.
W przedszkolach również przeprowadza się takie projekty (są zawarte w podstawie programowej), jednak tam zazwyczaj trwają nie dłużej niż tydzień. Ja jednak pomyślałam sobie, że rozciągnę go na całą jesień, bo po pierwsze: czemu nie? po drugie: jesienią pogoda jest bardzo zmienna, od upałów po mróz i śnieg, przez tydzień takich wahań nie da się zaobserwować. Po trzecie: uczy to systematyczności. Róża już ma nawyk, że trzeba kalendarz uzupełnić i sama tego pilnuje. Po czwarte: może przez te 3 miesiące Róża nuczy się oznaczać symbolami coś jeszcze poza słońcem (lub jego brakiem) i kolorem nieba.



Zachwycona sprawnością z jaką Róża sylabizuje wyrazy dowolnej długości postanowiłam iść za ciosem i podrążyć temat. Dzisiaj więc oprócz tego co poprzednio, liczyłyśmy sylaby i  porównywałyśmy długość różnych wyrazów. Tym sposobem przepięknie łączyła nam się edukacja językowa z matematyczną (kształcenie zintegrowane!). Te zadania okazały się dla Róży dość męczące, skupienie jakiego od niej wymagały wykończyły ją na resztę dnia. 
Na zakończenie dzisiejszego "uczenia się" Róża ułożyła puzzle i wkleiła je do Dziennika Badacza. Puzzle takie jak te można zrobić ze wszystkiego, w dowolnej chwili i w dowolnej ilości, a w dodatku małym kosztem. Wystarczy pociąć jakiś obrazek (stara książeczka, gazetka, "święty obrazek", pocztówka, cokolwiek), a dzieci to lubią. Po zajęciach musiałam wyjść na plac zabaw w trybie natychmiastowym, ponieważ Róża zmęczona intelektualnie (po dużym wysiłku umysłowym) dostaje takiego przyspieszenia, że  jakby się dało, to by skakała po suficie.






4 komentarze:

  1. no akurat tematyka obrazka nie przypadła mi do gustu. moje obserwacje pogodowe ostatnio nie zanotowały takich form :)
    ucz ją że świeci słońce, a nie że pada deszcz! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. obrazek był przypadkowy. Kiedyś go pocięłam i Róża wyciągnęła skądś kopertę z kawałkami. Ułożyła więc co było pod ręką :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie z moją 3 letnią Danusią jesteśmy na etapie namiętności do "Dzwoneczka", a dokładnie do tej części, o której piszesz:) Bardzo mnie zainspirowałaś, koniecznie musimy stworzyć coś na kształt takiej kroniki (ale może jednak uda mi się przeforsować segregator, będzie chyba praktyczniej?)
    Pozdrawiam serdecznie i zapisuję blog w ulubionych :)

    OdpowiedzUsuń
  4. na pewno segregator będzie tańszym rozwiązaniem, poza tym zawsze do niego można coś dołożyć, przełożyć w koszulkach. Ja lubię zeszyty i wklejanie, więc mi ta koncepcja pasuje. Ale jak zobaczyłam cenę takiej kroniki to aż przysiadłam z wrażenia. Tą naszą kupiłam w Office Media na ul Towarowej w Warszawie. Zdecydowanie jednak nie polecam zwykłego zeszytu A4 w twardej oprawie, bo w nich tylko okładka jest A4, a kartki w środku są mniejsze, nie da się więc wkleić obrazka A4 tak żeby nie wystawał (a na tym mi zależało, żebym mogła wkleić rysunki i inne prace plastyczne Róży). Dlatego ja szukałam czegoś w większym rozmiarze.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń