czwartek, 29 września 2011

karty pracy i warzywa

Weekend spędziliśmy na wsi, więc Różka miała dużo okazji do obserwowania przyrody i innych zjawisk. Co widziała? żywą mysz, martwą mysz, purchawkę, jezioro, śluzę, dmuchawce, najnowocześniejszą w Lubelskim maszynę do dojenia krów, krowy, oborę, piwniczkę, zasuszonego motyla... tyle ja pamiętam. Ona pewnie dużo, dużo więcej.
We wtorek miał miejsce takie dialog między mną a Różką:
Ja: a może się pouczymy?
Róża: pouczymy? Tak! ale tylko nie jesień!
Najwyraźniej dziecko ma przesyt wiedzy, więc zaproponowałam jej wypełnianie książeczek i kart pracy, głównie rysowania po śladzie. Nie jest to dla niej łatwe (no ale ona ma w końcu tylko 3 lata) ale dzielnie pracowała. Chciałam żeby poćwiczyła rysowanie długich linii bez odrywania ręki. Pętelki na razie ją przerastają. Tylko ślimaka wykonała w pełni samodzielnie. Pozostałe są wypełnione z moją niewielką pomocą.





A to zadanie polegało na znalezieniu i pokolorowaniu wszystkich garnków które ukryły się w kuchni.


Dorobiłam też układanek dla Róży. Pocięłam kilka zdjęć z kalendarza Anne Geddes i to tak wrednie, że wcale nie jest tak łatwo je ułożyć. Jedna jest pocięta w trójkąty, a druga w małe prostokąty. A co. Niech się dziecina trochę pomęczy! Układanki zazwyczaj są zazwyczaj przez Różę wyciągane przy śniadaniu. Nie można przecież marnować czasu na bzdury.

Dziś natomiast zajęcia były u Cioci Niny (także szalona homeschoolerka) i to bez mojego udziału. Wracając, Róża podekscytowanym głosem opowiadała mi że były "doświadczenia z warzywami" i że cukinia jest tak samo zielona jak ogórek, a papryka była czerwona i jej smakowała, i że były różne pestki i że jadły kwaśnego ogórka i jeszcze pomidora. A w praktyce wyglądało to tak, że Nina zaproponowała dzieciom (grupa 4 dziewczynek) wielozmysłowe (polisensoryczne - brzmi mądrzej, nie?) poznawanie warzyw. Smak, zapach, porównywanie kolorów, wielkości, kształtów, pestek itd...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz