niedziela, 11 września 2011

Nauka rozproszona

Czasami zdarza się tak, że Róża nie ma ochoty (jak to ona mówi) uczyć się. Na przykład wczoraj (09.09.2011) przez cały dzień byłą tak zaabsorbowana zabawą którą wymyśliła (strasznie dużo potem sprzątania było...), że nie miała czasu. Czy to oznacza, że Róża w piątek niczego się nie nauczyła? Pytanie jest oczywiście głupie i retoryczne. Oczywiście że się nauczyła masy rzeczy tylko nie w formie zajęć a w rozproszonej. Czego na przykład? Już opowiadam.
Róża na wiosnę wymyśliła zabawę "a powiemy inne zwierzątka?". Chodzi w niej o to, żeby na zmianę wymieniać różne zwierzęta, tak żeby się nie powtarzały (Róża potem wprowadzała różne jej modyfikacje: w ubrania, w kolory, lub wymienianie po 3 zwierzęta). No i podczas grania w tą grę Róży przypomniał się borsuk. Wymieniła więc tego borsuka, ale że nie pamiętała jak wygląda, to od razu mnie pyta: A co to jest borsuk? Wrzuciłam wiec borsuka w google, obejrzałyśmy różne zdjęcia, chwilę porozmawiałyśmy o tym gdzie borsuki żyją, co jedzą, gdzie mieszkają... Edukacja przyrodnicza i medialna naraz, poznawanie na konkretach i to wszystko w jakieś 2 minuty. I teraz już Róża wie co to jest borsuk. Jest nauka? No jest. Nie musiałam organizować osobnych zajęć żeby jej tego borsuka przedstawić. Byłoby to absurdalne w tej sytuacji. Zanim byśmy siadły, ona by już zapomniała.
I taki sytuacji w ciągu dnia jest bardzo dużo. Dziecko chłonie świat całym sobą. Zbiera ogromne ilości informacji i porządkuje, Tak buduje swoją wiedzę o świecie. W edukacji domowej fajne jest to, że można iść  dokładnie za rozwojem dziecka.

Żył kiedyś taki facet - Lew Wygotski - który w rozwoju dziecka wyodrębnił dwie fazy:
1. sferę aktualnego rozwoju - czyli wszystko to co dziecko już wie, umie, potrafi. Tak stan obecny, zastany.
2. sferę najbliższego rozwoju - czyli to, czego dziecko jeszcze nie umie, ale jutro już potrafić będzie.
Mądry wychowawca powinien myśleć właśnie o tej drugiej sferze i na niej koncentrować swoje działania. Po co uczyć dziecka tego co już umie? Dziecko się wtedy nudzi, a ono chce iść do przodu, poznawać świat, a nie robić w kółko to samo. W sferze najbliższego rozwoju znajdują się takie treści, które dziecko ma już w zasięgu swoich możliwości, ale jeszcze ich nie opanowało. To jest jak poprzeczka minimalnie za wysoko, tak o włosek. Działając w sferze najbliższego rozwoju wspieramy rozwój dziecka. Ale żeby mieć rozeznanie co jest w której fazie trzeba dobrze znać dziecko i umieć je obserwować. Przecież to się zmienia codziennie! W klasie szkolnej jest to rzecz niemożliwa do uzyskania. Mamy 30 dzieci, każde na innym etapie rozwoju, każde z inną wiedzą wyjściową, różnymi doświadczeniami, różnym tempem uczenia. Mamy też żelazny program, rozpisany na każdy dzień, który musimy realizować. Jak to się ma do sfery najbliższego rozwoju dziecka? No właśnie nijak. Jeśli tematem lekcji trafimy w sferę najbliższego rozwoju jednego, może dwójki dzieci to jest sukces. Dla pozostałych będzie to albo za łatwe (sfera aktualnego rozwoju) albo za trudne (treści poza najbliższym zasięgiem). Dlatego w klasie szkolnej zazwyczaj jest jeden kujonek, większość klasy się nudzi, a reszta sobie nie radzi.
Przykład z życia: Róża na imieniny (23.08) od swojego Chrzestnego dostała zestaw klocków Lego. Podekscytowana od razu wzięła się do zabawy ale zupełnie jej nie szło. Małe paluszki zbyt mało zgrabne nie radziły sobie z małymi klockami, nie umiała trafić (zwłaszcza tymi najmniejszymi elementami), wszystko to budziło w niej raczej frustrację więc klocki spakowała i odstawiła na półkę. Wyciągnęła je w piątek i nagle się okazało że już potrafi, że się daje te klocki łączyć i budować fajne rzeczy. Dziecko wsiąkło na godzinę... :-)

Dzieci są mądre. Dzieci podświadomie wiedzą czego im potrzeba najbardziej. Jeśli dziecko uparcie bawi się jedną zabawką, to znaczy, że ta zabawka rozwija w nim właśnie to co powinno być w danym momencie rozwijane. Jeśli wymyślam jakieś zadanie dla niej, a ono ją przerasta tak że jest bezradna, odkładam to na później. Wracam po tygodniu, po dwóch i obserwuję co się zmieniło.

Aha, i jeszcze jedno dziecko uczy się przez zabawę. Jest tak zaprogramowane. Bawiąc się, dziecko przetwarza, systematyzuje, kataloguje wszystkie bodźce jakie dostaje od świata (dlatego tak ważnym jest żeby obserwować zabawy dziecka, często tak diagnozuje się np. problemy występujące w rodzinie, w szkole), rozwija wszystkie operacje myślowe. A my koniecznie chcemy wtłaczać je w instytucje, w których mają siedzieć i słuchać Pani. Dziecko musi działać, musi dotknąć, musi włożyć łapy gdzie nie trzeba, bo to jest jego droga uczenia się.
Pamietajcie, proszę: NIE MA GŁUPICH DZIECI!

2 komentarze:

  1. Hej Kasiu.

    O strefach rozwojowych to zdaje się Vygotski mówił.

    Pozdrawiam, Zocha

    OdpowiedzUsuń
  2. masz rację. Pomyliło mi się. Już zmieniam. Dzięki za czujność

    OdpowiedzUsuń