piątek, 14 października 2011

edukacja w międzyczasie

Ostatnie dni niewiele miały zajęć w formie zajęć.
Róża bardzo dużo podejmowała własnych inicjatyw, do których w ogóle nie byłam jej potrzebna, więc się nie narzucałam. Na przykład któregoś dnia zażyczyła sobie szklankę z wodą i wrzucała do niej na zmianę kasztany i żołędzie sprawdzając które pływają, a które toną.


Coraz częściej "wsiąka" we własne zabawy, które są przecież najlepszą nauką. Klocki Lego, ciastolina, kolorowanki, odrysowywanie szablonów, budowanie konstrukcji z taboretów, zabawy lalkami, gotowanie obiadków, oglądanie książeczek to są aktywności, które pochłaniają większość dnia.
Edukację zaplanowaną przeze mnie przemycam więc w postaci malutkich zadań poutykanych w codzienne, typowe życie. A więc często mówię jej żeby coś policzyła (ziemniaki na talerzu, paski na czapce, lalki na łóżku), przy posiłkach wyjmuję pudełko z kasztanami i układamy kasztanowo-żołędziowe rytmy, proszę ją o segregowanie różnych rzeczy (np. powkładanie umytych sztućców do szuflady).Ot, taki niezauważalny trening umiejętności matematycznych.

Gramy też w gry. Ostatnio głównie w memo, w które regularnie Róża mnie ogrywa (i to bez dawania forów, podpowiadania i ustępowania młodszemu), ale też i w Figuraki (o których już pisałam) i w karty.
Tak jest. Można grać bez przeszkód z trzylatkiem w wojnę i jest to rewelacyjny sposób na trening przeliczania, porównywania liczebności i szacowania, trzeba jednak talię nieco dostosować wyjmując z niej wszystkie figury. Karty od asa (1) do dziesiątek stają się doskonałą pomocą dydaktyczną i zabawką edukacyjną. Gra w wojnę jest prosta: ja wykładam kartę, ona wykłada swoją, Róża najpierw szacuje na której jest więcej "znaczków", potem przelicza i porównuje. Tyle zadań w tak niewinnej, przystępnej formie. Zresztą karty można wykorzystywać jako pomoc przy nauce matematyki chyba aż do samej matury.

Róże ostatnio fascynują także typowe zajęcia kuchenne. Rwie się do pomocy, a ja jej na wiele pozwalam, wychodząc z założenia, że to też jest nauka i to bardzo przydatna. Czasem tylko jest nieco więcej sprzątania. Tak więc w ostatnich dniach Róża między innymi przygotowała kotlety schabowe (ja pokroiłam mięso, ona posoliła, popieprzyła, rozbiła tłuczkiem, wymaczała w jajku i w bułce tartej, a na koniec podawała mi, żebym położyła je na patelni), obrała cukinię ze skóry, powykrajała foremkami ciasto na herbatniki... Umyła mi też okno w kuchni, regularnie zamiata okruszki z podłogi zmiotką i szufelką.Super, co nie? I to absolutnie nie jest wyzysk dziecka w rodzinie i tania siła robocza. To jest szkoła życia!

(na zdjęciu Róża obiera marchewkę do zupy)

6 komentarzy:

  1. moi chłopcy też mają taką szkołę życia. Ostatnio była awantura o to kto będzie zamiatał ;-)
    a zdradź sekret: czym Róża obierała tę cukinię? Bo ja też o tym myślałam ale jakoś drżę na myśl o ostrych narzędziach w rękach moich dzieci...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mąż mi kupił nowy obierak, który jest w kształcie maszynki do golenia. Nie ma opcji żeby się nim zaciąć, no chyba że się palce podłoży. Ale Róży nic się na razie nie stało, a dziś mi obrała warzywa do rosołu :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Gra w wojnę jest super nawet w późniejszym okresie. Modyfikując ją nieco w późniejszym czasie można zająć się dodawaniem, odejmowaniem i mnożeniem. W każdym razie myśmy w ten sposób nauczyły się tabliczki mnożenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. dokładnie tak. Mi to na studiach pokazywali. Karty dają niezliczoną ilość możliwości. Drobne modyfikacje i można ćwiczyć wszystko. Np: dziecko kładzie kartę, dorosły też i karty zbiera ten, kto pierwszy poda wynik dodawania lub mnożenia... itd...

    OdpowiedzUsuń
  5. dzięki, pamiętam taki obierak z dzieciństwa; jak mi się uda kupić taki to spróbujemy. Chociaż trochę się boję...
    pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nigdy nie zostawiam Róży samej z takimi narzędziami, zawsze jestem tuż obok. Ale staram się dawać jej swobodę. Jak się zatnie, to będzie miała to doświadczenie. Na szczęście ona jest dość rozsądną i ostrożną dziewczynką. Ja mój kupiłam w Auchanie i było ich sporo do wyboru, myślę, że nie będziesz miała problemów z zakupem. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń