czwartek, 6 października 2011

ptaszek część 1

Kiedy idziemy z Różą na spacer nad stawy, zawsze mijamy takie jedno niewielkie drzewko. Ponieważ jest dość charakterystyczne, od wiosny obserwowałyśmy je jak się zmieniało przez ostanie pół roku. Najpierw pojawiły się na nim listki, potem kwiaty, potem było całe zielone, potem nie wiadomo kiedy całkiem zżółkło. A wczoraj okazało się, że nie ma na nim już żadnego liścia, ale jest bardzo dużo dziwnych nasion. Róża nazbierała ich cały koszyczek - tak jej się podobały.


Przez chwilę rozmawiałyśmy o ich kształcie i nie pamiętam już czy ona, czy ja podrzuciła pomysł, że wyglądają jak piórka i że w zasadzie można by z nich zrobić ptaszka. 
Dzisiaj rano, po śniadaniowej burzy mózgów powstała koncepcja jak takiego ptaszka zrobić i przystąpiłyśmy do dzieła. 
Podstawą stały się dwie styropianowe kulki (które kupiłam w zeszłym roku przed Bożym Narodzeniem, żeby z nich ozdoby na choinkę zrobić, ale ich ostatecznie nie wykorzystałam). 


Dziś nie udało nam się zrobić całego ptaka. Temperament Róży i jej "motorek w pupie" nerwowo nie wytrzymał żmudnego obklejania całych kulek "piórkami" bo i roboty przy tym było sporo. (używałam oczywiście jak zwykle mojego ukochanego kleju introligatorskiego).



Przygotowałyśmy na razie głowę z korpusem i skrzydła, a jutro dołożymy nóżki, ogon, oczy i dziób. Wygląda na to, że wyjdzie ładnie :-)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz