piątek, 4 listopada 2011

Projekt Dynia

Dziś wspólnie z moją szwagierką/przyjaciółką/wspólniczką Niną zarządziłyśmy spektakularne wspólne zajęcia. W roli głównej - 40 kg dynia wyhodowana przez moich rodziców. Spotkałyśmy się wraz z całą małą ferajną (panienek sztuk pięć) u mnie i po wydobyciu dyni z mroków piwnicy przystąpiłyśmy do dzieła.

A więc droga dynio - jaka jesteś?



Dynio, jesteś pomarańczowa, chropowata, słodka, smaczna na surowo (niektórych nie dało się odgonić), pachniesz, masz grubą skórę (którą także da się zjeść, jak się dobrze uprzeć), masz gruby, pomarańczowy miąższ... /polisensoryczne poznawanie/




 ... w środku masz białe pestki i "glutowiny". Można z ciebie zrobić ciasto, placki, kompot, leczo, zupę...





... pestki też można zjadać...


... wyglądasz jak wielka głowa, można z ciebie zrobić potwora. Tylko jak? Sprawdźmy w internecie. Obejrzyjmy zdjęcia, obejrzyjmy film. I do dzieła!









Dyniowy potwór został nazwany Dyniek i dziewczynki odtańczyły triumfalny taniec "dookoła! dookoła!".


A na zakończenie - przepyszne placki dyniowe.


7 komentarzy:

  1. Ale mi smaku narobiłyście:)! Zupkę też ugotowałyście? Na masełku i z cebulką- rewelka! Ach, rozmarzyłam się:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wtedy placki - najszybciej i najpewniej że dzieci zjedzą. Dyni mamy takie ilości że i zupka na pewno będzie. A masz może jakiś sprawdzony przepis na ciasto dyniowe? Przeglądam internet, ale jakoś nic mnie nie przekonuje... (jeśli masz ochotę na kawał dyni to chętnie się podzielę, tylko się odezwij katarzyna@odyniec.info)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam czytać ten wpis :)) ach, jaki to był udany dzień...

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, przegapiłam. Przepis mam od koleżanki,ale moim dzieciom nie smakuje- za słodko, zbyt intensywnie, zbyt napychająco. To bardzo miłe, ze chciałaś się ze mną podzielić dynią:)))Niestety nie miałabym jej jak odebrać. Ale... tak mnie zainspirowałyście, ze mam swoją dynię dziś przywiezioną z Warmii. Nie tak okazała jak Wasza, ale tez spora. Gdybyś chciała nadal przepis na dynię to odezwij się na maila ( Nina ma adres). Ps. Twój mąż to muzyk, prawda? Kiedyś oglądałam program o neandertalczykach- że robili proste instrumenty. Ja mam dwie wyparzone w zmywarce kostki kurczaka i chciałabym z nich zrobić proste fujarki. Mam tylko dwie, więc nie chciałabym ich zmarnować. Mogłabyś podpytać męża- może wiedziałby jak sie do tego zabrać? Czy tak samo dziurki wywiercić jak we flecie? Pozdrawiam serdecznie Kasiu:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach, chodziło oczywiście o przepis na dyniowe ciasto, a fujarki to sprawa paląca- mam je oddać do przedszkola do końca najbliższego roboczego tygodnia

    OdpowiedzUsuń
  6. Muzycy-instrumentaliści raczej instrumentów nie robią, a na pewno nie robi ich Marcin. To co Ty możesz zrobić to taką kostkę wywierć, żeby była pusta w środku. Potem zrób wzdłuż małe otworki (jak we flecie). Dmucha się jak w butelkę, a zatykanie kolejnych dziurek będzie zmieniać dźwięki. Na pewno nie będzie to stroiło (bo żeby stroiło to trzeba się dobrze znać na fizyce i matematyce, wyliczyć jakiej średnicy ma być otwór i dokładnie w którym miejscu). Ustnika żadnego sama raczej nie zrobisz, bo na tym to trzeba się znać. Ale próbuj. Do odważnych świat należy. Jeśli ci się uda to będzie ten instrument bardziej przypominał jedną piszczałkę z fletni Pana niż flet prosty. Marcin mówi także, że ludy pierwotne kości używały raczej jako instrumenty perkusyjne niż dęte. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Hm. Pewnie skończy się na puszce z grochem, ale spróbuję z tą kostką. A u neandertalczyków widziałam właśnie fujarkę z kości- stąd pomysł by powielić.Załamałaś mnie tą matematyką i fizyką i średnicami otworów. Ja naprawdę nie mam pojęcia! Już jako anegdota krąży w rodzinie tekst mojej córki ( wówczas trzyletniej) jaki do mnie wygłosiła: "-Mamo, nie śpiewaj już, Bóg nie dał Ci talentu muzykowego!" ;)

    OdpowiedzUsuń