czwartek, 29 grudnia 2011

Nasza choinka

Nasza tegoroczna choinka wygląda tak:

 

Jest głównie w czerwieniach i nie ma na niej ani jednej szklanej bombki, choć pojawiło się kilka "kupnych". Reszta to efekt naszego adwentowego rękodziełka. Większość ozdób wisi na satynowych, czerwonych wstążkach (bardzo to ładnie wygląda).

Bombki Róży. Jedna duża, druga mała. Pisałam o nich dwa posty temu.



Łańcuch z ogniw dzielnie sklejany tuż przed Wigilią przez Marcina i Różkę z papieru holograficznego (pięknie się błyszczy):


Na szczycie szklany Anioł - prezent od ucznia Marcina.


Moje bombki czyli szaleństwo z cekinami. Druga wygląda jak inkrustowane jajo Faberge (technika łączona, szydełko+cekiny)



Pierniczki, w sumie jest ich ok 40 na choince. Albo było.


Przestrzenne gwiazdki ze wstążek leżą sobie na gałązkach:


Jest też trochę ozdób zeszłorocznych:

... szydełkowe aniołki dziergane rok temu w pociągu relacji Warszawa-Białystok...


...szyszki czyli styropianowe kule obklejane metalizowanym papierem (również leżą na gałązkach)...



...zeszłoroczny łańcuch na choince się nie zmieścił, więc wisi nad oknem...


A pod choinką nasze największe dzieło: Bożonarodzeniowa szopka, w której w nocy z 24 na 25 grudnia pojawił się mały Jezus...


środa, 28 grudnia 2011

Skończona szopka

Jeszcze przed Świętami wykończyłyśmy naszą szopkę bożonarodzeniową. Powstał Anioł, gwiazda betlejemska i przerobiłyśmy domek dla lalek na stajenkę. Oto efekt końcowy. 










poniedziałek, 19 grudnia 2011

Przedświąteczne przygotowania 1

U nas przedświąteczne szaleństwo idzie pełną parą. Z Różyczką robimy gwiazdki, aniołki, bombki na choinkę i inne ozdoby, czyniąc przy tym nieludzki, niesprzątalny bałagan :-) A oto nasze dotychczas wykonane dziełka:

Bombki:
W tym sezonie dominują u nas mięciutkie, włochate, filcowe bombki robione na styropianowych bazach.

Poniższa wykonana w zasadzie w całości przez Różkę (ja tylko doczepiłam czerwoną kokardkę ze wstążką). Technika jest bardzo prosta. Nieregularne kawałki filcu (a miejscami sztuczne płatki róż) poprzypinane są szpilkami i poozdabiane cekinami i małymi gwiazdkami. Bez kleju, bez brudzenia.


Tą za to zrobiłam ja. Owinęłam ją tęczowym "dredem" z wełny czesankowej i sfilcowałam na mokro. Znów zero kleju i jedna szpilka którą przymocowana jest kokardka.


Tęczowa tak mi się spodobała, że poszłam za ciosem i wykonałam podobną. Tym razem obfilcowałam ją brązową wełną czesankową, ale żeby się błyszczała podczas filcowania obficie obsypałam ją miedzianym, sypkim brokatem i małymi gwiazdkami. Efekt jest piorunujący, bo bombka jest jednocześnie mięciuchna, włochata, milusia i obłędnie się błyszczy,


Widząc moją włochatą bombkę Róża natychmiast zażądała zrobienia takiej samej i poniżej jest zdjęcie brązowej bombki Róży. Wszystko wykonane jak wyżej, tyle że Róża użyła czerwonego brokatu.


Bombek mamy więc już cztery.


Mamy przestrzenne gwiazdki z papieru holograficznego:


Anioły:
Zrobione są ze srebrnej krepiny. Głowy to wata owinięta białą krepiną, skrzydła z piórek, włosy z metalicznych kordonków. Złotowłosy jest Róży a ten cały srebrny - mój.


To jest kartka świąteczna z zeszłego roku. Takich kartek powstało więcej, każda w innym zestawie kolorystycznym. Robiłyśmy je razem (wszystko przyklejała dwuletnia wówczas Róża). Pech chciał, że w momencie w którym chciałam je wysłać - gdzieś się zapodziały i odnalazły jakoś koło Wielkanocy. Schowałam je więc w "bezpieczne miejsce" i udało mi się je namierzyć w tym roku. Mam nadzieję, że uda je się tym razem wysłać. Póki co jedna z nich wisi u Różki w pokoju.


Nadziana pomarańcza. Zawsze chciałam ją zrobić :-)


***

No i najważniejsze. Dziś zaczęłyśmy robić bożonarodzeniową szopkę. Powstały na razie wszystkie ważne postacie. Wszystkie robione tak samo, czyli głowa ze srebrnego koralika, ciało to stożek z arkuszy z blogu technicznego. Głowa przymocowana do tułowia za pomocą szpilki jubilerskiej. Każda postać została ubrana w materiałową szatę (kawałki filcu, chusteczka, skarpetki).

Piękna Maria...


Kudłaty Józef...


Pastuszkowie...


Zrobiłyśmy też już żłóbek, ale umówiłyśmy się z Różą, że Jezuska umieścimy w nim dopiero w Boże Narodzenie...


Wszyscy w komplecie...



A tu Róża przy pracy i nasz bałagan...


Ozdób będzie przybywało, bo do Świąt jeszcze prawie tydzień!!

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Projekt ciało człowieka - dokończenie

29 listopada zakończyłysmy Projekt Ciało. Ponieważ jednak dzień obfitował w różne aktywności, a Róża garnęła się do zajęć i nie miała dosyć, to po kolei:

Nawlekanie koralików - typowo dziewczyńska zabawa, która poza przyjemnością kontaktu z ślicznymi, kolorowymi, błyszczącymi koralikami i robieniem biżuterii (którą posiada każda szanująca się księżniczka), niesie ze sobą niezwykle trudny, żmudny trening małej motoryki. Precyzyjne ruchy palców i dłoni jakich wymaga nawlekanie małych koralików o małych dziurkach na boleśnie kującą igłę (o czym i Róża się kilkakrotnie przekonała) są wysiłkiem zarówno fizycznym jak i umysłowym (koncentracja!). Podsumowując więc, czynność ta rozwija dziecko wielokierunkowo, między innymi doskonale przygotowując do opanowania sztuki pisania.




Działanie następne - pisanie w kaszy. I to z jakim efektem! Kasza, ostatnio zapomniana w naszym domu (a pisałam o niej więcej w poście Pisanie, klaskanie i rytmy) została wyciągnięta na prośbę Róży. Róża - doskonale obeznana z tematem sama wyciągnęła tackę, wysypała kaszę i wzięła się do rysowania szlaczków nie czekając na jakiekolwiek polecenie. Postanowiłam jednak wykorzystać jej zapał do poćwiczenia tego co jej w rysowaniu nie wychodzi - mianowicie pętelek. Pętelki Różkę przerastają. Rysuje je bardziej jak łuczek-kółeczko-łuczek. Bez przecinania się linii (tak jak tworzy się wzór w koronce frywolitkowej).
Nasz trening wyglądał tak: ja rysowałam pętelkę w kaszy palcem, a następnie Róża prowadziła swój palec pośladzie jaki zostawiłam. Po kilkukrotnym powtórzeniu - kiedy już nie okazywała zawahania w miejscu skrzyżowania linii przeszłyśmy na poziom wyższy. Ja nadal rysowałam pętelki, a Róża powtarzała po śladzie pędzlem o długim trzonku. Kiedy i to jej zaczęło dobrze wychodzić, nawet przy wzorze dwóch pętelek rysowanych jednym pociągnięciem przyszedł czas na sprawdzenie. I co? No i Róża samodzielnie, pewną ręką narysowała pętelki jak należy. Moja dzielna dziewczynka! Na ile trwałe okazało się to ćwiczenie? Ano trwałe, bo od tego dnia wielokrotnie widziałam rysującą owe pętle.



No i wreszcie długo oczekiwane zakończenie Projektu Ciało. Należało to zrobić z rozmachem, więc skleiłam dwa duże arkusze papieru, kazałam się Róży położyć i obrysowałam ją calutką od głowy aż po pięty, tak jak dla zabawy odrysowuje się czasem dłonie. Nie brakowało oczywiście śmiechów-chichów zwłaszcza gdy zbliżałam się do łaskotkowych miejsc. Kiedy kontur był gotowy, Róża przez dłuższą chwilę stała i z pewnym zdumieniem go oglądała. No, ale trzeba było dorysować kilka ważnych elementów, wiec Różka ochoczo wzięła się do pracy. Oczy, nos, usta, włosy, paznokcie i pępek - wszystko to trzeba było uzupełnić...




... a następnie domalować kolorowe ubranie.




Efektem całej pracy jest "Różyczka naturalnej wielkości"