poniedziałek, 5 grudnia 2011

Projekt ciało człowieka - dokończenie

29 listopada zakończyłysmy Projekt Ciało. Ponieważ jednak dzień obfitował w różne aktywności, a Róża garnęła się do zajęć i nie miała dosyć, to po kolei:

Nawlekanie koralików - typowo dziewczyńska zabawa, która poza przyjemnością kontaktu z ślicznymi, kolorowymi, błyszczącymi koralikami i robieniem biżuterii (którą posiada każda szanująca się księżniczka), niesie ze sobą niezwykle trudny, żmudny trening małej motoryki. Precyzyjne ruchy palców i dłoni jakich wymaga nawlekanie małych koralików o małych dziurkach na boleśnie kującą igłę (o czym i Róża się kilkakrotnie przekonała) są wysiłkiem zarówno fizycznym jak i umysłowym (koncentracja!). Podsumowując więc, czynność ta rozwija dziecko wielokierunkowo, między innymi doskonale przygotowując do opanowania sztuki pisania.




Działanie następne - pisanie w kaszy. I to z jakim efektem! Kasza, ostatnio zapomniana w naszym domu (a pisałam o niej więcej w poście Pisanie, klaskanie i rytmy) została wyciągnięta na prośbę Róży. Róża - doskonale obeznana z tematem sama wyciągnęła tackę, wysypała kaszę i wzięła się do rysowania szlaczków nie czekając na jakiekolwiek polecenie. Postanowiłam jednak wykorzystać jej zapał do poćwiczenia tego co jej w rysowaniu nie wychodzi - mianowicie pętelek. Pętelki Różkę przerastają. Rysuje je bardziej jak łuczek-kółeczko-łuczek. Bez przecinania się linii (tak jak tworzy się wzór w koronce frywolitkowej).
Nasz trening wyglądał tak: ja rysowałam pętelkę w kaszy palcem, a następnie Róża prowadziła swój palec pośladzie jaki zostawiłam. Po kilkukrotnym powtórzeniu - kiedy już nie okazywała zawahania w miejscu skrzyżowania linii przeszłyśmy na poziom wyższy. Ja nadal rysowałam pętelki, a Róża powtarzała po śladzie pędzlem o długim trzonku. Kiedy i to jej zaczęło dobrze wychodzić, nawet przy wzorze dwóch pętelek rysowanych jednym pociągnięciem przyszedł czas na sprawdzenie. I co? No i Róża samodzielnie, pewną ręką narysowała pętelki jak należy. Moja dzielna dziewczynka! Na ile trwałe okazało się to ćwiczenie? Ano trwałe, bo od tego dnia wielokrotnie widziałam rysującą owe pętle.



No i wreszcie długo oczekiwane zakończenie Projektu Ciało. Należało to zrobić z rozmachem, więc skleiłam dwa duże arkusze papieru, kazałam się Róży położyć i obrysowałam ją calutką od głowy aż po pięty, tak jak dla zabawy odrysowuje się czasem dłonie. Nie brakowało oczywiście śmiechów-chichów zwłaszcza gdy zbliżałam się do łaskotkowych miejsc. Kiedy kontur był gotowy, Róża przez dłuższą chwilę stała i z pewnym zdumieniem go oglądała. No, ale trzeba było dorysować kilka ważnych elementów, wiec Różka ochoczo wzięła się do pracy. Oczy, nos, usta, włosy, paznokcie i pępek - wszystko to trzeba było uzupełnić...




... a następnie domalować kolorowe ubranie.




Efektem całej pracy jest "Różyczka naturalnej wielkości"


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz