piątek, 27 stycznia 2012

Jest taka jedna Zosia... samosia

Róża ostatnimi czasy rozwija dwie ważne cechy/umiejętności: wyobraźnię i samodzielność. Odkryte przez nią w grudniu zabawy fabularne nadal trwają i wchodzą na coraz wyższe poziomy twórczości. Odwzorowuje w nich wszystko: filmy, książki, sceny z życia, wątki wymyślane... Świat własnej wyobraźni tak ją wciąga, że czasem często ją oderwać od zabawy (Maria Montessori określała ten stan mianem polaryzacji uwagi), a mnie całkowicie pochłania obserwowanie tych zabaw, słuchanie monologów i przepełnia podziw dla nieograniczonych możliwości dziecka. Czasem zazdroszczę jej tej wolności myślenia, baraku barier, ograniczeń... dlatego najważniejsze założenie jakie przyjęłam to: nie blokować swobodnego myślenia, nie tłumić twórczości i ekspresji.

Samodzielność... tak... Sama się ubram (ubiorę), sama się wykąpię, sama poskładam ubranko (mamo naucz mnie składać spodnie!), sama założę buty, czapkę, sama zapnę kurtkę, sama wybiorę sukienkę, sama naleję pić, sama posmaruję kanapkę, sama zgaszę/zapalę światło, sama włączę/wyłączę komputer, sama zaniosę tacie kolację, sama umyję rączki/zęby/buzię/pupę, sama umyję to okno, sama otworzę drzwi kluczem (mamo, ten czerwony?), sama podgrzeję parówki w mikrofali, sama podłączę myszkę, sama obiorę marchewkę, sama umyję jabłko, sama pójdę do piwnicy po jabłuszko, sama włączę pralkę... Sama, sama, ja sobie poradzę mamusiu, nic nic, ja tu sobie kombinuję...


Róża po całym domu chodzi ze swoim małym krzesełkiem dzięki któremu to co niedostępne staje się dostępne (włącznik światła, kurtka na wieszaku), kiedy potrzeba to buduje przerażająco karkołomne konstrukcje żeby czegoś dosięgnąć (patrz zdjęcie na dole). Czasem (jak ma fantazję) przebiera się pięć razy dziennie... Przyznaję, czasem wprawia to w lekką irytację, ale rzadko. Częściej chwalę, gratuluję, nie mogę wyjść z podziwu i bezlitośnie wymyślam coraz to nowe zadania:

Ja: dzisiaj zrobisz sama kanapkę
uśmiech niedowierzania wpełzający na buzię Róży: naprawdę!? mogę!?; 


Ja: Róża, pójdziesz do piwnicy po ładne jabłuszko? 
Róża: no pewnie! a jak będę się bała? 
Ja: dam ci latarkę. 
Róża: hurra! 
... chwilę później...
Róża: mamo, poradziłam sobie, widzisz jaka jestem dzielna!?

Pomóż mi zrobić to samemu - Maria Montessori znów się nie myliła, moje dziecko mówi mi to codziennie, choć innymi słowami.


Mamo, sama zgaszę tę lampkę. Poradzę sobie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz