poniedziałek, 21 stycznia 2013

Korek dla Stasia

Tym razem nie edukacyjnie. Chociaż...


Staś jest uroczym synkiem naszych dobrych przyjaciół. I tak jak głosi plakat jest niezwykły - urodził się bez rączek. Żeby pomóc mu żyć normalnie wszyscy włączamy się w pomoc dla niego. Jak można pomóc? Bardzo prosto. Po pierwsze: można przekazać 1% podatku na jego leczenie i nowoczesne protezy. Szczegóły na plakacie powyżej. Można też zbierać plastikowe korki od butelek o czym głosi plakat poniżej. A to również jest ekologiczne. Zapraszamy do włączenia się w obie akcje. 

To niewiele, ale wspólnie możemy pomóc Stasiowi i jego dzielnym rodzicom.  


Zapraszamy także na stronę internetową: http://www.korekdlastasia.pl/

Lubcie to i zbierajcie korki!!!

piątek, 11 stycznia 2013

Uczenie mimochodem

Tak wiem. Blog leży odłogiem od 17 maja. To nie z lenistwa. Po prostu ciężka ciąża z komplikacjami nie sprzyja prowadzeniu bloga. Jednak nasza edukacja domowa w miarę moich możliwości trwa nieprzerwanie choć zbliżyła się zdecydowanie do formy unschoolingu. Codzienne zajęcia grafomotoryczne mimowolnie zostały wyparte przez zajęcia w terenie, doświadczenia i poszukiwanie wiedzy inicjowane przez Różę - jej przemyślenia, obserwacje i aktualne obszary zainteresowań. Zresztą Róża i ja stanowimy tandem sprzyjający tej formie edukacji. Jej ogromna ciekawość świata, dociekliwość i pomysłowość z jednej strony, moja spontaniczność działań i "delikatne" problemy organizacyjne dają w połączeniu takie częste sytuacje kiedy to Róża rzuca pomysł lub pytanie, a ja rzucam wszystko pozostałe i działamy. Cierpi na tym głównie zmywanie, prasowanie i mój doktorat.

W ten sposób w czasie wakacji i wczesnej jesieni "przerobiłyśmy" z Różą dużo zagadnień zupełnie oderwanych od jakiegokolwiek programu nauczania czy podstawy programowej, za to ściśle kompatybilnych z jej rozwojem i zainteresowaniami. Przykłady? Proszę bardzo:
  • Rola i funkcjonowanie układu krwionośnego człowieka - po tym jak Róża zainteresowała się niebieskimi kreskami (żyłami) na moim ciele. 
  • Układ słoneczny i komety - po przeczytaniu "Komety nad doliną Muminków". 
  • Cykl rozwojowy żaby po obserwacjach kijanek w stawie (swoją drogą niezwykłe to było doświadczenie, bo w stawie w ogrodzie moich rodziców znajdowały się naraz żaby we wszystkich stadiach rozwoju. Kijanki, kijanki z tylnymi nogami, kijanki z czterema nogami, małe żabki z ogonkami i żabki. No lepiej już się nie da!). 
  • Budowa świerszcza po tym jak jeden zamieszkał w pokoju Róży ale po 3 dniach zdechł biedaczek. 
  • jak zrobić dach dla domku dla lalek? (po przemeblowaniu i przesegregowaniu Różanych zabawek okazało się że są dwie wolne półki na jej regale - idealne na dwupoziomowe mieszkanie dla lalek Barbie. Jednakże dla Róży dom bez dachu - spadzistego, trójkątnego to nie dom. Trzeba było więc dorobić ów dach. No i zagwostka. Trójkąt samodzielnie wycięty przez Różkę okazał się za mały. Jak zrobić taki pasujący? I tu właśnie z pomocą przyszły bardzo dorosłe narzędzia: miarka, linijka i cyrkiel. Trzeba było zmierzyć szerokość domu, znaleźć odpowiednio duży brystol, odmierzyć na kartce, narysować bardzo długą kreskę, wyznaczyć środek, dorysować boki trójkąta, wyciąć, przykleić... ach, ile nowych umiejętność! I to przeświadczenie że wszystko da się zrobić samemu. Wystarczy pomyśleć, popróbować. I oto efekty:)


Część wyników obserwacji zostało uwiecznione w formie "notatek" w jej Dzienniku Badacza, część na fotografiach, a reszta (miejmy nadzieję) pozostała w głowie. Do tego spontanicznie wymyślane prace plastyczne, budowanie różnych konstrukcji (domek), mamy na koncie przedstawienie kukiełkowe (Legenda o Rybaku i Złotej Rybce) wystawione we własnoręcznie zrobionym okienku teatralnym (tak na marginesie był to prezent urodzinowy dla Taty), szycie ubranek dla lalek, i tak dalej, i tak dalej...




Drugą formę edukacji dominującą u nas w domu nazywam "edukacją mimochodem" Są to wszystkie sytuacje edukacyjne dające Róży nową wiedzę (lub ją rozszerzającą) lub umiejętności i sprawności nie przyjmując postaci zajęć czy projektów. Przykłady? Róża lepiej ode mnie rozpoznaje marki samochodów bo jeżdżąc samochodem z tatą jakoś tak mimochodem się tego nauczyła. Róża rozpoznaje wszystkie litery alfabetu, bo skrupulatnie, wielokrotnie podpytywała "co to za litera?" i mimochodem opanowała cały alfabet. Róża przelicza swobodnie do 20 bo jakoś tak w zabawie było jej to potrzebne - to się mimochodem nauczyła. Róża umie napisać większość liter alfabetu i napisać kilka słów (RÓŻA, BABCIA, MARCIN) bo jakoś tak mimochodem się nauczyła. Róża nauczyła się rozpoznawać kawkę, wronę, gawrona i inne ptaki bo na spacerach o tym wielokrotnie rozmawiałyśmy i wskazywałyśmy różnice. Podobnie z drzewami. Wszystko mimochodem, przypadkiem, nie-wiadomo-kiedy. Bez planowanych, organizowanych zajęć. Bez metodologii i programu. Za to trwale. Tak naprawdę wszystkie dzieci to robią - ale ja jestem matka-wariatka która tym się zachwyca i którą nieodmiennie rozwój dziecka napawa zdumieniem i zachwytem.

W każdym razie, po wakacjach bez systematycznych zajęć zerówkowych, moje dziecko czyta, pisze, liczy i w ma opanowany materiał przedszkolny. Nie wspominając już o mnogości piosenek i wierszyków których nauczyła się na pamięć. Mimochodem. Fajnie, nie? W dodatku dbamy o nabywanie przez Różę pewnych  umiejętności niestandardowych - ot, na przykład składanie z Tatą mebli. 

Jeśli chodzi o rozwój małej motoryki to wakacje całkowicie zdominowane zostały przez kolorowanki. Setki stron z księżniczkami drukowane ze strony Disneya  i dwa komplety kredek stemperowanych do postaci małych ogryzków to był jej trzymiesięczny trening grafomotoryczny. A rozwój widać było każdego dnia. Od dużych płaszczyzn pokrywanych byle jak jednym kolorem do drobnych paseczków na bufiastym rękawie misternie wypełnianych każdy innym kolorem. Po tym treningu Róża przeszła na samodzielne rysowanie. Różnica jakościowa między rysunkami sprzed kolorowanek a po - szokująca! Montessori nazwałaby ten okres fascynacji kolorowaniem wrażliwą fazą.



Jeszcze jedną płaszczyzną rozwoju i edukacji mimochodem są gry. Gry, o których zaletach już kiedyś pisałam i zdania nie zmieniłam, że powinny być podstawą edukacji dziecka przedszkolnego. U nas niezmiennie królują gry GRANNY, a ostatnio w szczególności te z serii SMART GAMES rozwijające logiczne myślenie. Róży ulubione: Kamelot i Kamuflaż. Gry planszowe to jedna z tych aktywności, której nie uniemożliwia ciąża leżąca Mamy. Ponadto wakacje obfitowały nam w "edukowanie przez podróżowanie" o czym miejmy nadzieję powstanie osobny post - bo jest co opisywać.

Wszystko to razem daje kopalnię doznań, bodźców, informacji, wiedzy, umiejętności, doświadczeń... czyli edukację domową taką jaką lubię najbardziej.