poniedziałek, 4 listopada 2013

W piżamie przez świat

Lubię edukację domową. Najbardziej lubię obserwować moment kiedy dziecko odkrywa coś, co sprawia, że wiedza którą już ma składa się w całość - jak puzzle. Hop! - i w głowie wszystko w jednej chwili trafia na swoje miejsca.

Kupiłam globus. Śliczny, duży, podświetlany (jak jest wyłączony to ma mapę polityczną, jak włączony - fizyczną). Przyszedł dziś rano pocztą. Od razu rzuciłyśmy się na niego łapczywie. W piżamach, bez śniadania ruszyłyśmy z Różką w podróż palcem po mapie.

Cały ranek rozbrzmiewały entuzjastyczne okrzyki Róży:

- jak to możliwe, że Polska jest taka mała? Przecież dla mnie jest taka ogromna!

- Mamo, a gdzie jest Borneo? Jest coś takiego, prawda?

- A gdzie mieszka Kaja?

- Róża patrz, tu jest Madagaskar.
- Madagaskar istnieje naprawdę?

- Patrz mamo, równik przecina Afrykę - tam musi być gorąco!

- O, Polska jest blisko bieguna. Ale Anaruk ma zimniej niż my.

- To wielkie to Afryka?
- Nie, to Chiny.
- To tutaj mieszkała Mulan! A gdzie Pocahontas?

- A Anastasia jechała pociągiem z Petersburga do Paryża, patrz jak to daleko.
- O raju!

- To z Warszawy nad morze jest tak blisko? Przecież jechaliśmy tak długo...

- Jaki ten ocean jest ogromny...

- A tu mieszka Twój Pradziadek.
- Tak daleko?? Tu się nie da dojechać samochodem bo jest morze po drodze!

- Tato, tato! Wiesz, że są cztery oceany? Spokojny, Atlantycki, Indyjski i Arktyczny

- U-gan-da, jak dziwnie się nazywa.


A potem już przez cały dzień, kiedy tylko gdzieś padła jakaś nazwa geograficzna (w radio, w dobranocce, w bajce-grajce, w książeczce) od razu globus szedł w ruch... I tak wiele informacji zaczęło mieć swoje miejsce, swój kontekst, swoje znaczenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz