środa, 14 maja 2014

Znaki drogowe


Znaki drogowe to klasyczny temat przerabiany w przedszkolach i szkołach. Temat nie głupi. bo ma nauczyć dziecko w miarę bezpiecznego poruszania się po okolicy, niestety jednak, zazwyczaj ogranicza się do obejrzenia znaków drogowych w książce, omówieniu co oznaczają i wykonania pracy plastycznej typu "pokoloruj". Ambitniejsi nauczyciele zwykle wybierają się na wycieczkę dookoła przedszkola/szkoły w poszukiwaniu znaków. Sama brałam w takiej udział  będąc studentką na praktykach.

My poszliśmy odrobinę dalej.

Od kiedy pamiętam pałętają się nam po domu stare podręczniki mojego męża do kursu na prawo jazdy. Podręczniki są nieaktualne (bardzo nieaktualne!) bo z 2000 roku ale niezmordowanie przeżyły wszystkie pięć przeprowadzek uporczywie się nie-gubiąc. Zawsze patrząc na nie zastanawiałam się "Po co my to jeszcze trzymamy?", aż tu nieoczekiwanie wymyśliłam "po co?". Po to żeby zrobić z moją córką zajęcia o znakach drogowych.

W ruch poszły nożyczki i po jednym wieczorze miałam już pokaźną stertkę znaków. A po kolejnych godzinach pracy na dużym plakacie powstał plan (nazwijmy to hucznie) miasta. Mój mąż patrząc na niego ucieszył się, że nie pracuję jako projektant przestrzeni publicznej ale co tam!

Najpierw Różka przeprowadziła wstępną selekcję: na te znaki, które zna i te których nie zna, a następnie rozpoczęło się mozolne wzbogacanie ulic o odpowiednie znaki. Muszę przyznać, że to fajna zabawa była. Trzeba było obejrzeć dokładnie wszystkie ulice, domy, skrzyżowania, zastanowić się gdzie, który znak jest potrzebny/uzasadniony i na bieżąco uzupełniać wiadomości. Polecam wszystkim!








A taki jest efekt końcowy. Ładnie, prawda?
A następnie zaczęła się zabawa. Samochodziki poszły w ruch... :-)


Na tym jednak nie poprzestaliśmy. Bo po "teorii" przyszedł czas na "praktykę". Jako zapaleni rowerzyści często urządzamy sobie rodzinne przejażdżki. Róża po zajęciach zaczęła zauważać znaki drogowe w przestrzeni miejskiej i pierwsza wycieczka pełna była okrzyków "O, ja znam ten znak!" "O, a taki mam na moim planie miasta!" "Agatka! No tak, bo tu jest przecież szkoła". Serce rośnie :-)

Co więcej niedaleko nas jest taki sympatyczny plac z uliczkami, skrzyżowaniami, linią tramwajową, rondem, chodnikami, pasami... i całą masą znaków drogowych. A na tym placyku my :-)



3 komentarze:

  1. brawo KAsiu! jak moja córcia urośnie, to wykorzystam Twój pomysł :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. No niech tylko chłopcy podrosną, ci to będą mieli frajde :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! Może też gdzieś mam jakiś stary podręcznik ze znakami?
    A przy okazji - cudne słowo wymyśliłaś - "stertka" ;-)

    OdpowiedzUsuń